Triduum Paschalne prowadzi nas do wielkiej radości
Wielki Czwartek rozpoczyna Triduum Paschalne – tego dnia podczas ostatniej wieczerzy Pan Jezus ustanowił sakrament Eucharystii i kapłaństwa. Zapraszamy do rozmowy z proboszczem parafii NMP Królowej Polski.
Jakie znaczenie ma Triduum Paschalne?
Święta Paschalne i właściwie cały wielki tydzień poprzedza Niedziela Palmowa, której drugą nazwą jest Niedziela Męki Pańskiej. Wtedy odczytywana jest na głosy lub śpiewana Męka Pańska, czyli inaczej Pasja. Śpiewy pasyjne są przecudne, przepiękne.
Triduum Paschalne zaczyna się od Wielkiego Czwartku, czyli od ostatniej wieczerzy, w czasie której Pan Jezus ustanowił dwa sakramenty: Eucharystii i kapłaństwa. Świętowanie tegoż dnia jest pamiątką tych wydarzeń i tego, co się potem stało po wyjściu z wieczernika. W polskiej tradycji w czwartek po pojmaniu Pana Jezusa i odprowadzeniu do ciemnicy adorujemy go, w piątek rano również zaczynamy dzień ciemną jutrznią.
Wielki Piątek jest jedynym dniem, gdzie nie sprawujemy w pełni eucharystii, to znaczy jest jeszcze Wielka Sobota, ale wtedy już wieczorem jest liturgia Wigilii Paschalnej. Natomiast piątek to jedyny dzień, podczas którego nie ma mszy świętej, ale jest liturgia męki pańskiej, przeżywana adoracja krzyża, czasami robiona ogólnie, a czasami indywidualnie. W sobotę od rana również jest adoracja, przy czym w ten dzień jest też jutrznia. W niektórych kościołach nabożnie odmawiana, w naszym trzeba przyznać też od jakiegoś czasu. W sobotę mamy też święcenie pokarmów. Dla niektórych niestety święta ograniczają się tylko do poświęcenia i wydaje im się, że jak poświęcili pokarmy, to już w święta byli w kościele. Jest to oczywiście wielką pomyłką.
W Wielką Sobotę przeżywamy też liturgię Wigilii Paschalnej przebogatą w treść. W Polsce już chyba rzadko jest rezurekcja w niedzielę rano. Najczęściej procesja rezurekcyjna jest już po wieczornej liturgii sobotniej. Podczas tej liturgii następuje też poświęcenie światła i wody, śpiewy i wszystko to, co wiąże się z tym pierwszym wyśpiewanym w pełni „Alleluja”. Jeżeli ktoś poważnie potraktuje i uczestniczy od Niedzieli Palmowej albo przynajmniej od Wielkiego Czwartku przez te Triduum Paschalne, to później ta radość ze Zmartwychwstania jest konsekwencją tego wszystkiego, co się przeżyło i to nie jest jakieś zawieszone w próżni. Triduum Paschalne prowadzi nas do wielkiej radości, do której każdy z nas jest zaproszony. Pan Jezus umiera na krzyżu za każdego człowieka, każdego człowieka oczekuje w niebie i chce obdarzyć zmartwychwstaniem, najchętniej ku życiu wiecznemu. Zmartwychwstaniemy wszyscy, ale nie wszyscy do szczęśliwości wiecznej.
Jak u księdza w rodzinie spędzano święta Wielkanocne?
Moi rodzice są z Podlasia, ja urodziłem się na Dolnym Śląsku. Od 1 klasy szkoły podstawowej byłem ministrantem, dlatego te zwyczaje są dla mnie bardzo mocno związane od samego początku z przeżywaniem tego wszystkiego w kościele. Wiadomo było, że w Wielki Piątek trzeba ściśle pościć. W sobotę też na dobrą sprawę wiem, że w niektórych domach było tak, że jak się wracało ze święconego, to niektórzy zjadali. U nas dopiero po liturgii Wigilii Paschalnej można było konkretniej zejść. Zawsze świętowało się Wielki Czwartek jako dzień kapłański, ponieważ w mojej rodzinie byli księża. Będąc ministrantem, składałem życzenia księżom w imieniu nas wszystkich. To zawsze mocno się przeżywało. W Wielką Sobotę koszyk najczęściej niosła najmłodsza osoba w rodzeństwie. Nas była piątka, to wyglądało całkiem sympatycznie.
Jeśli chodzi o uczestnictwo w liturgii, nie wyobrażaliśmy sobie nie być w Wielki Czwartek na pamiątce Wieczerzy Pańskiej, w piątek na liturgii Męki Pańskiej oraz w sobotę na Wigilii Paschalnej. Następnie Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego czy Poniedziałek Wielkanocny, oczywiście tradycja śmigusa dyngusa zawsze była zakorzeniona, polewaliśmy się, ale myślę, że to była drugorzędna rzecz. Do dzisiaj wspominam, gdy w mojej pierwszej parafii przed 36 latami, ćwiczyliśmy ze scholą do pasji śpiewanej. Potem jeszcze po tygodniach nuciliśmy różne fragmenty tej pasji, zaangażowanych było prawie 30 osób. Nie ukrywam, że to był i jest piękny czas. Myślę, że dzisiaj go z wiekiem przeżywam jeszcze bardziej refleksyjnie niż emocjonalnie, bo kiedyś niewątpliwie bardziej pewne rzeczy człowiek odczuwał.
Czym jest rezurekcja?
Rezurekcja kiedyś kojarzyła nam się z ranną mszą niedzielną, gdzie przychodziliśmy i zastawaliśmy pusty grób. Rezurekcja wiąże się z procesją, podczas której wychodzimy ze świątyni i ogłaszamy światu największą z radości, że Chrystus zmartwychwstał, a skoro on to zrobił, to znaczy, że i my zmartwychwstaniemy. Kiedyś rezurekcją, czyli procesją rezurekcyjną, zaczynała się pierwsza niedzielna msza święta, ale w starożytnej tradycji kościoła, do której wracamy, to działo się w nocy i dzisiaj w zdecydowanej większości parafii ta procesja rezurekcyjna odbywa się wieczorem po sobotniej liturgii. Natomiast są jeszcze parafie, w których rzeczywiście bywa rezurekcja ranna. Dobrze jest zasiąść do uroczystego śniadania po uczestnictwie w mszy świętej.
mk

