„Tak bywało”. Relacja ze spotkania autorskiego z Tomaszem Bonkiem
W miniony piątek w bibliotece TAMA w Brzegu Dolnym odbyło się spotkanie autorskie z Tomaszem Bonkiem. Spotkanie niezwykłe, bo dotyczące sprawy bliskiej wielu mieszkańcom naszego miasta – repatriacji na Ziemie Odzyskane.
Brzeg Dolny jest domem wielu bohaterów najnowszej książki Tomasza Bonka „Repatrland '45. Drogi Polaków na Ziemie Odzyskane”, dlatego jego mieszkańcy, w tym pierwsi osadnicy, których losy i wspomnienia zostały szeroko opisane w publikacji, wyjątkowo chętnie wzięli udział w wydarzeniu.
Otwierająca spotkanie dyrektor biblioteki Anżela Grzyś podkreśliła, że oparte na faktach książki autora, pomagają zrozumieć przeszłość i teraźniejszość, ukazując prawdę o człowieku, jego słabościach, aspiracjach, sile i nadziei.
Tomasz Bonek wyjaśnił, że impulsem do napisania książki była chęć zrozumienia własnych korzeni i historii swojej rodziny, o której niewiele wiedział. Autor wyraził wdzięczność mieszkańcom Brzegu Dolnego za liczne przybycie, podkreślając, że dla niego jest to najważniejsze spotkanie promujące tę książkę, w dużej mierze opowiadającą właśnie o Brzegu Dolnym i jego historii. Zaznaczył, że wielu obecnych na sali to właśnie jej bohaterowie.
Jednym z kluczowych przesłań autora, które krystalizowało się podczas niemal rocznej pracy nad książką, jest przekonanie, że nie ma jednej uniwersalnej historii zasiedlania tzw. Ziem Odzyskanych, ponieważ drogi prowadzące na te tereny były niezwykle różnorodne i skomplikowane. Zamiast mówić, że „tak było", należy używać sformułowania „tak bywało", aby oddać różnorodność tych doświadczeń.
Autor podkreślał, że po wojnie Ziemie Odzyskane stały się niesamowitym tyglem wielokulturowym, który musiał się przetopić na jednolitą masę. Początkowo panował tu chaos językowy – słychać było niemiecki (gdyż wielu Niemców jeszcze mieszkało w swoich domach), ukraiński, rosyjski, białoruski, a także różnorodne polskie gwary (wileńskie „eł”, zaśpiew lwowski, gwarę wielkopolską i śląską). Ważną rolę w procesie integracji odegrali młodzi nauczyciele, którzy uczyli poprawnej polszczyzny, przyczyniając się do ujednolicenia społeczeństwa. Dziś na Dolnym Śląsku, jak twierdzą niektórzy językoznawcy, mówi się prawdopodobnie najczystszym językiem polskim.
W pierwszych latach dochodziło do konfliktów i wzajemnych, często pejoratywnych określeń, takich jak "centralaki" (dla przybyłych z Polski Centralnej), "zabugole" (dla Kresowian) czy "bosacy" (dla biedoty ze wsi). Toczyły się spory o to, kto miał większe prawa do tego, żeby tutaj być lub kto był bardziej pokrzywdzony podczas wojny. Z czasem jednak te podziały i negatywne określenia zanikły, co autor uważa za swoisty fenomen, a dziś mieszkańcy Dolnego Śląska są postrzegani jako bardzo otwarci, ciepli, wyrozumiali i tolerancyjni, co może wynikać właśnie z ich różnorodnego pochodzenia.
Podczas spotkania nie zabrakło osobistych wspomnień mieszkańców Brzegu Dolnego. Jedną z poruszających historii przytoczyła była dyrektor biblioteki Bogusława Aleksandrowicz, której rodzina – Muszkiewiczowie – przez pewien czas dzieliła dom z niemiecką rodziną Klose. Centralnym i najbardziej dramatycznym punktem opowieści była śmierć polskiego chłopca z rodziny Muszkiewiczów, który zginął w wyniku eksplozji niewybuchu. Członkowie rodziny Klose zostali niesłusznie oskarżeni o to tragiczne zdarzenie, a przed linczem uratował ich Jan Muszkiewicz. Mimo to, rodzina Klose i tak musiała opuścić dom i kraj.
Spotkanie w Brzegu Dolnym było wzruszającym świadectwem siły ludzkiego ducha, zdolności do adaptacji i budowania nowej rzeczywistości na powojennych zgliszczach. Było też apelem o to, by pamięć o tych niezwykłych i często dramatycznych drogach pierwszych osadników została zachowana dla przyszłych pokoleń.
wm

