Jestem z Ukrainy – Mariia Gumnitska
W dolnobrzeskiej „Zetce” już od dobrych kilku lat pojawiają się uczniowie z Ukrainy. Łatwo domyśleć się, że nie jest im łatwo. Różnice kulturowe, odmienność zwyczajów i przede wszystkim bariera językowa komplikują codzienne życie. Ale upływający czas pozwolił dziewczętom nabrać wprawy i śmiałości w kontaktach międzyludzkich. Do takiego stopnia, że udało się je skłonić do zwierzeń.
Mariia Gumnitska to rówieśniczka Julii, której historię przedstawiliśmy w poprzednim wydaniu „Panoramy Brzegu Dolnego”. Dziewczynki chodzą do tej samej, pierwszej klasy Technikum Ekonomicznego. Siedzą w jednej ławce, jednak nie są nierozłączne. Z relacji pani bibliotekarki wynika, że gdy rozmawiają na jakiś błahy temat lub kiedy powtarzają sobie bieg wydarzeń omawianej lektury – mówią po polsku. Jednak gdy pojawia się jakaś kwestia sporna, temperatura dyskusji wzrasta, a w użyciu jest już wyłącznie język ukraiński.
Maria mieszkała na wsi w pobliżu Tarnopola, w dużym, wielopokoleniowym domu z ogromnym podwórkiem, jeszcze większym sadem i ogródkiem. Dom zamieszkiwali dziadkowie i ich trzy córki z mężami i dziećmi. Los był sprawiedliwy, bo każda z córek cieszyła się parą dzieci – chłopcem i dziewczynką. Maria miała pokój, który dzieliła z kuzynką. Z okna rozpościerał się widok na ogromne pole. Każdego ranka obie dziewczynki biegały po nim i całe dnie spędzały na zabawie. Z tym okresem Maria wiąże swoje najpiękniejsze wspomnienia. Wydaje się, że ona gorzej znosi rozłąkę i oddalenie od rodzimej ziemi. Pamięta gromadę wspólnie bawiących się dzieci i dziadka, któremu często pomagała w ogrodzie.
Do Polski Maria przyjechała w lipcu 2021 roku, by od września rozpocząć naukę w szkole średniej i zdobyć wykształcenie. W przyszłości chciałaby mieć dobrą pracę i móc się rozwijać. Do wyjazdu namówili ją rodzice, którzy już od lat pracują w Brzegu Dolnym. Obecnie na Ukrainie pozostał jedynie dziadek, by pilnować domu. Pozostali domownicy rozproszyli się po świecie. Większa część rodziny mieszka w Niemczech, a ona z rodzicami pozostała w Polsce. Zanim Maria przyjechała do Polski uczyła się w szkole, w swojej rodzinnej osadzie. Pod nieobecność rodziców zajmowali się nią dziadkowie. Oprócz tradycyjnych lekcji Maria dodatkowo brała udział w zajęciach związanych z dobrymi manierami. To dość niespotykane. Uczyła się, w jaki sposób zawierać znajomości, jak poprawnie zachowywać się przy stole i stosownie do okoliczność się ubrać. Krótko mówiąc, nabyła wiedzę związana z etykietą. Co ciekawe, ową edukację kończył bal, na którym to uczestniczki w balowych sukniach, umownie nazwijmy „Projektu Lady”, prezentowały przygotowane wiersze, piosenki, a same występy kończyły się tańcami i wystawnym posiłkiem.
Uczennica dostrzega wiele podobieństw między naszymi narodami, ale zauważa też różnice. Zwłaszcza teraz, kiedy Polacy tak bardzo angażują się w niesienie pomocy uchodźcom. Owa bezinteresowność i gotowość do pomocy według niej jest cechą, która wyróżnia naszych rodaków. Maria bardzo przejmuje się losem własnego kraju. Śledzi bieg wydarzeń i ogląda wiadomości dotyczące działań wojennych. W jej, już polskim, domu mieszkają kolejni członkowie rodziny, uchodźcy, ale sama mówi, że nie wszystkim udało się wyjechać. Maria podkreśla w rozmowie, że bardzo chciałby mieć, gdzie wrócić. A poza tym lubi wychodzić z nowo poznanymi koleżankami, chodzi na siłownię i basen.

