Festiwal dla miłośników fantastyki. Rozmowy z pisarzami – Mateusz Rogalski
Na terenie biblioteki „TAMA” odbył się Festiwal Literatury Fantastycznej. Został zrealizowany przez grupę bibliotekarzy i przyjaciół biblioteki w ramach inicjatywy lokalnej ze środków Gminy Brzeg Dolny. Podczas festiwalu uczniowie dolnobrzeskich szkół uczestniczyli w spotkaniach autorskich.
Zachęcamy do przeczytania rozmowy z Mateuszem Rogalskim.
Jak opisałby Pan Obrońców Ahury?
Jest to świat rycerski z odrobiną magii, z dużą ilością wina, pięknych kobiet i nie zawsze krystalicznych mężczyzn, choć przystojni też się zdarzają. Przede wszystkim jest to przygoda z humorem. Dostaję dużo informacji zwrotnych, że humorem przypomina bardziej styl Sapkowskiego niż Pratchetta, a książkę można umieścić pomiędzy Grą o tron a Wiedźminem.
Jeśli chodzi o Wiedźmina – super, bo tam też jest przygoda, dużo się dzieje, a w mojej książce jest tak samo. Natomiast jeśli chodzi o Grę o tron, to mój świat jest rozbudowany, ale nie aż tak bardzo. Każdy, kto czytał Grę o tron, wie, że tam trzeba znać pradziadka czy prababkę od strony wujka, żeby zrozumieć, dlaczego dwa rody się nie lubią. W mojej książce są rody, ale nie ma aż takich koligacji rodzinnych. Nie aspirowałem, aby był to wieloksiąg, będzie to raczej trylogia.
Jakie ma Pan plany na dalsze książki?
Może powstanie coś dookoła tej trylogii. W antologii Własna ścieżka jest opowiadanie nawiązujące do jednego z bohaterów, który występuje w Obrońcach Ahury. Mimo że był bohaterem szósto-, siódmo-planowym, to chyba został przeze mnie dobrze wykreowany, ponieważ miałem masę zapytań o niego, abym opowiedział coś więcej o tej postaci, czemu jest taki, a nie inny.

Skąd biorą się pańskie pomysły?
Mam trochę ułatwioną sprawę, bo moja książka powstała na podstawie sesji RPG. W dużym skrócie na RPG spotyka się grupa osób, która opowiada sobie w wyobraźni bajkę. Ja taką bajkę opowiadałem sobie na studiach półtora roku i jedną drużyną graliśmy jedną kampanię. Nasz mistrz powiedział, że ten, kto będzie robił notatki, dostanie więcej punktów. Robiłem te notatki i całkiem przypadkowo po 10 latach je znalazłem. Jak zacząłem sobie przypominać, co działo się na tym sesjach, postanowiłem dać temu drugie życie.
Czyta Pan tylko fantasy czy też inne gatunki?
Mam dużo ulubionych autorów, czytam nie tylko fantasy. Należę do grona samowydawców, czyli autorów, którzy samodzielnie się wydają. Jestem założycielem, bo zrzeszyłem tych autorów – najpierw w witrynę, potem w stowarzyszenie, które na dniach powstanie (Stowarzyszenie Polskich Autorów Niezależnych Samowydawcy). Powstanie też czasopismo „Daję słowo”, które będzie około literackie. Ostatnio czytam wielu samowydawców, nie tylko to, co chcę, ale też książki, których sam bym nie wybrał. Jako samowydawcy czytamy swoje dzieła, abyśmy mogli doradzić sobie, czy dalej w to iść, czy nie.
Może polecić nam Pan jakieś książki?
Ostatnio czytałem książki, które ze szczerym sercem muszę polecić. Pierwsza to kryminał, choć za nimi nie przepadam, Za lasami Moniki Litwinow, który przeczytałem w dwa dni, był bardzo dobry. Drugą książką jest horror Strażnik Piekieł Maksa Dietera, który jest porównywalny do Kinga. Horrory czytałem dawno i był to Graham Masterton. Moim faworytem i najlepszą książką jaką przeczytałem w tym roku jest Wiedźma z Bronaczowa Agaty Kasiuk. Jest to książka obyczajowo-historyczna. Nie byłem do końca do niej przekonany, ponieważ o ile jestem po historii i ją lubię, to obyczaj nigdy mi nie podszedł, a tam są właśnie takie wątki.
Rzecz dzieje się we wczesnym średniowieczu, pojawia się wątek wiedźmy i czarów. Autorka posługuje się językiem średniowiecznym, stylizowanym na stary i to jest mistrzostwo świata, jestem zauroczony i zachwycony tym, jak nim włada. Nie jest to jednak język wymuszony, czytelnik nie musi się zastanawiać, o co chodzi. Jest to napisane w taki sposób, że czytanie staje się niesamowicie przyjemne.
Czytam przede wszystkim dużo starszego fantasy np. Ursula K. Le Guin, którą uwielbiam i ubóstwiam, czy Pulman i jego Mroczna trylogia, jej również jestem wielkim fanem. Z polskich autorów jest to Sapkowski, którego bardzo, bardzo lubię.
Sam staram się dużo czytać. Problem z pisarzami jest taki, że im więcej się pisze, tym mniej się czyta. Jest coraz mniej czasu na czytanie, a szkoda, bo im więcej się czyta, tym bardziej my się rozwijamy wewnętrznie, nasz język się szkoli. Każdy autor ma inny styl. Kiedy pisałem i czytałem Lód Dukaja to zauważyłem, że mój styl, w miarę pisania upodabniał się do stylu autora. Dlatego teraz, kiedy piszę, to nie czytam, a że lubię pisać, to automatycznie coraz mniej czytam nad czym bardzo ubolewam.

Wspomniał Pan, że należy do grona samowydawców. Jak powstał ten projekt?
Samowydawcy to chyba pierwszy taki projekt w Polsce, który rośnie oddolnie, ponieważ zaistniała taka potrzeba. Założyłem go w 2021 roku właśnie z Franciszkiem Piątkowskim i Pawłem Kopijerem. Był to czas pandemii i wtedy wyszedłem ze swoją książką, miałem plany na spotkania, konwenty, a świat powiedział: „nie Mateusz, będziesz siedział w domu i nic nie będziesz robił”.
Jak się poznaliście?
Spotkaliśmy się na jakimś wirtualnym konwencie, okazało się, że mają duże doświadczenie. Jeden miał cztery książki, drugi już miał dwie, trzecią dopiero wydawał. Ja, wychodząc z moją pierwszą, nie wiedziałem co z czym się je. Okazało się, że mamy ten sam problem – dystrybucję. Nie poszli w wydawnictwa, zwłaszcza Franciszek, który okazał się zatwardziałym „selfem” i ja go popieram. Jestem konserwatywnym „selfem” . Franek jest tego znakomitym przykładem, sprzedaje setki książek miesięcznie i to nie tylko przez targi, ale przez to, że w Internecie mu dobrze idzie. Dzięki temu, że pisze o słowiańszczyźnie, książki same się sprzedają.
Drugim przykładem jest Paweł, który wyszedł z założenia, że chce, żeby jego książki były wszędzie, że mniej na tym zarobi, ale chce wychodzić do ludzi, chce, żeby można było kupić jego książki w każdej hurtowni, na każdej stronie, chce wszędzie być.
Samowydawca zawsze miał problem, którą drogą iść i stwierdziłem, że zróbmy sklep, który nie będzie zdzierał niewiadomo ile, dlatego prowadząc sklep, biorę kwotę minimalną , która jest mi potrzebna, aby go utrzymywać. Przed Samowydawcami każdy z nas miał swój sklep, a teraz wszyscy są w jednym miejscu i mamy zróżnicowaną ofertę, nie tylko fantastykę, ale też wiersze i romanse.
Ostatnio Leszek Bigos napisał poetycką fantasy dwunastozgłoskowcem, przecież czegoś takiego nie ma w Polsce. Mamy też autorkę, która jako pierwsza w kraju wydała książkę z gatunku wore. Książka jest mocno osadzona w science-fiction, w czasie przyszłościowym. Taka literatura jest modna zwłaszcza w Ameryce, krajach azjatyckich.

Co daje bycie samowydawcą?
Bycie samowydawcą daje możliwość zrobienia rzeczy, na które wydawnictwa się nie zgadzają. Przykładem jest to, że jakieś wydawnictwo było zainteresowane wydaniem książki, podobała im się, pomysł na nią, ale chciało wprowadzić swoje zmiany, czyli z przyjaźni dwóch bohaterek zrobić miłość. Wydawnictwa ingerują nie tylko w wybór okładki, ale też w treść, bo kierują się modą. Franciszek odciął się od wydawnictw, ale co chwilę dostaje propozycje napisania czegoś dla nich ze względu na pisane przez niego książki o tematyce słowiańskiej.
Jak podoba się Panu dzisiejszy festiwal?
Super! W Brzegu Dolnym jestem już drugi raz zawodowo, muszę przyznać, że ta biblioteka zrobiła na mnie wielkie wrażenie, bo jest nowoczesna, ale nie chodzi tylko o budynek, który jest nowoczesną konstrukcją, a także o to, co jest w środku.
Podczas mojej godzinnej prelekcji mój pięcioletni syn, z którym dzisiaj przyjechałem, zdążył pograć na podłodze interaktywnej, poskakać po pluszowych kamieniach, poukładać klocki i puzzle. To jest dla mnie przykład na to, jak powinny wyglądać biblioteki.
Wydaje mi się, że w obecnych czasach problem z czytelnictwem pojawia się powyżej szkoły podstawowej, nawet klas 1-4. Wtedy rodzice jeszcze zachęcają, chodzą z dziećmi do biblioteki, pokazują je im. Później wychodzą z założenia, że ma to zrobić szkoła, bo oni nie mają czasu, nie chce się im. Biblioteki przyciągają młodzież właśnie takimi wydarzeniami i tym, co mają np. „jeśli spodobała ci się ta gra, może zainteresuje cię ta książka, są w niej podobni bohaterowie”.
Książka zawsze jest przy okazji gdzieś przemycana. „Jeśli spodobało ci się spotkanie autorskie i to, o czym mówił autor, może przeczytasz jego książkę”. Ja jeżdżę po wielu bibliotekach i często właśnie „TAMĘ” daję jako taki przykład – jest to biblioteka niesamowicie otwarta na młodzież, ale też na możliwości i pomysły. Naprawdę ją polecam.
Wolontariuszka Grupy Inicjatywnej Martyna Kłak

