Takie historie malują się same
Rozmowa z Magdaleną Kozieł-Nowak pochodzącą z Brzegu Dolnego, która zajmuje się tworzeniem ilustracji do książek dla dzieci.
Jak zaczęła się Pani przygoda z ilustrowaniem książek dla dzieci?
Nie powinnam przyznawać się, że gdy byłam mała, dodawałam wiele rysunków do książeczek, które miałam w swojej dziecięcej biblioteczce. Jednak właśnie to niewybaczalne barbarzyństwo można nazwać początkiem mojej przygody z ilustrowaniem książek dla dzieci. A tak na poważnie pierwsze podejście do ilustrowania miałam podczas studiów na wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych. To w tym czasie udało mi się pracować nad ilustracjami dla wydawnictwa edukacyjnego, nie były to jednak książki. Dopiero po studiach z uporem wysyłałam swoje portfolio do wielu polskich wydawnictw i udało się. Pierwszą książkę dla dzieci zilustrowałam dla wydawnictwa Literatura z Łodzi, z którym współpracuję do dziś. Od tego czasu lista wydawnictw, dla których ilustruję, wydłużyła się i cieszę się współpracą z Naszą Księgarnią, wydawnictwem Agora, Dwukropkiem czy HarperKids. W ramach współprac udało mi się zilustrować kilkadziesiąt książek dla dzieci, a niektóre z nich są tłumaczone i wydawane za granicą.
Jak wygląda praca nad ilustracjami do książek i ile czasu zajmuje?
Czas, jaki poświęcam na ilustrowanie książki, zależy przede wszystkim od otrzymanego tekstu, jego długości i – co bardzo ważne – czy „mi leży”, czy czuję temat poruszany w opowieści. Takie historie malują się same. To może być miesiąc, ale zdarzały się książki, które ilustrowałam pół roku. Tak było z autorską książką obrazkową „Rok na wsi”. Wszystko zaczyna się od przeczytania tekstu kilka razy. To wtedy okazuje się, czy będzie łatwo, czy trudno, bo to czas tworzenia pomysłu. W szkicach rodzi się narracja plastyczna książki. Lubię, by każda z książek, nad którymi pracuję, miała inną stylistykę w ilustracji, aby różniły się, tak jak różnymi są historiami. Czasami jest spokojniej, czasami bardziej dynamicznie, zmieniam techniki malarskie, formę... Wszystko zależy od tego, w jakim kierunku poniesie mnie treść.
Tworzę analogowo, moje prace powstają w klasycznych technikach, czyli ołówek, kredki, farby najczęściej gwasze, ale też akwarele i akryle na papierze lub zagruntowanym płótnie. Komputer też jest potrzebny w mojej pracy, bo ilustracja musi znaleźć się w książce. Dlatego skanuję ilustracje, czasami czyszczę, gdy trafi się jakaś plama i w formie elektronicznej wysyłam do wydawnictwa. Fragmenty do zilustrowania wybieram sama i decyduję, jaki moment będzie atrakcyjny w ilustracji, wzbogaci jej treść. Staram się, by ilustracja nie była tylko przedstawieniem tego, co zostało napisane, zależy mi na dodaniu czegoś od siebie.
Jak odnalazła Pani swój styl ilustracji? Co go charakteryzuje?
Chyba mój styl cały czas się tworzy, zmienia. Nie chcę się zatrzymać i mówić, że odnalazłam swój styl, bo to oznaczałoby nudę i że nie poszukuję. A tak jak sama nie chcę się nudzić, tak nie chcę, by nudzili się odbiorcy moich prac. Mam nadzieję, że jeszcze zaskoczę swoimi ilustracjami. Choć muszę się przyznać do pewnych słabości i przesady, która przewija się w moich ilustracjach. Mam słabość do kolorów, lubię szeroką gamę, bawię się barwami. Tak samo ornament, przemycanie bogatych motywów w ubraniach i przyrodzie jest dla mnie fajną zabawą. A przesada wiąże się z moim lękiem przed pustą przestrzenią, ma być pełno wszędzie wszystkiego. Dlatego kusi mnie bardzo, by namalować w przyszłości książkę, stosując skromną paletę barw i minimalistyczną w formie. To jest dla mnie wyzwanie.
Czy kolory mają znaczenie na odbiór ilustracji przez dzieci?
Wartościowe jest to, że obecnie ilustracja w książkach dla dzieci jest różnorodna. To wspaniałe, że na polskim rynku można wybierać pomiędzy publikacjami, w których forma i kolorystyka są oszczędne, subtelne, a takimi, które przyciągają feerią kolorów. Każdy rodzic i dziecko wybiorą coś dla siebie, książkę, która będzie odpowiadała ich oczekiwaniom, zaciekawi. Ilustracja w różny sposób operująca kolorem może być atrakcyjna dla dziecka. Ważne, aby ta ilustracja była dobra!
Jakie zilustrowane książki znajdują się w Pani dorobku?
Trudno wymienić wszystkie tytuły, ale są takie, które bardzo cieszą, bo musiałam zmierzyć się z klasyką literatury dla dzieci, czyli książki wyzwanie. Tak było z „Dziećmi z Bullerbyn”, z książką „Doktor Dolittle i jego zwierzęta” czy „101 dalmatyńczyków”. Są też książki, przy których praca była lekka, łatwa i przyjemna, po prostu miałam wielką frajdę, gdy je malowałam, bo temat był mi bliski, bawił mnie. To dwie części opowieści o przygodach Toniego Halika „Przygoda dzika Toniego Halika” i „Jadą Haliki przez Ameryki” Mirosława Wlekłego oraz „Pudel na dyskotece”" Sylwii Chutnik czy „Wyspa pirata Protazego” Justyny Bednarek.

