Pomoc trwa
„Miarą twojego człowieczeństwa jest wielkość twojej troski o drugiego człowieka”
– ks. Mieczysław Maliński
Ponad 600 dni trwa rosyjska inwazja na Ukrainę. 22 listopada Fundacja Rozwoju Gminy Brzeg Dolny przy wsparciu mieszkańców zorganizowała kolejny transport darów, które trafiły do Kowla, naszego miasta partnerskiego, oraz na front. W jaki sposób Gmina oraz jej mieszkańcy zaangażowali się w pomoc uchodźcom z Ukrainy, odpowiada koordynator tych działań Jakub Łukojko.
Mijają prawie dwa lata od rozpoczęcia rosyjskiej agresji na Ukrainę. Brzeg Dolny od pierwszych dni aktywnie włączył się w pomoc.
Tak, to było bardzo ważne, by od pierwszych dni Ukraina czuła, że nie jest sama. Agresja rosyjska dotyka nas wszystkich, Ukraina dzielnie stawia opór agresorowi, ale bez naszej szeroko pojętej pomocy sama tej wojny nie wygra.
Kowel, nasze miasto partnerskie, jest w Ukrainie, każdy z nasz czuł, że pomoc osobom, które od lat współpracują z naszym miastem jest potrzeba i jest to naszym obowiązkiem.
Czy zdawaliście sobie sprawę, jak dużo osób przyjedzie po pomoc do Brzegu Dolnego, Województwa, Polski?
Nie, liczba uchodźców, którzy w pierwszym miesiącu przekraczali granice Polski, była ogromna. Jasne było, że do Brzegu Dolnego trafią osoby, które będą potrzebowały pomocy. Dzięki dobrej organizacji oraz wsparciu mieszkańców, harcerzy i służb daliśmy radę. Pierwsze dni były trudne, w MOSiR-ze utworzony został punkt pomocy. Wiedzieliśmy, że będziemy przyjmować grupy uchodźców. Jednak nikt z nas nie spodziewał się, jak trudny to będzie czas. Pierwsze osoby przyjechały do nas z Kowla, kolejne z miejsc, które doświadczyły działań wojennych.
Czy działaliście zgodnie z wcześniej ustalonymi wytycznymi?
MOSiR został zgłoszony przez Burmistrza Brzegu Dolnego do służb wojewody jako miejsce, które może przyjąć 80 osób. Jednak liczba osób przekraczających granice była ogromna. Nie było wcześniejszych procedur czy instrukcji. Wiedzieliśmy, że musimy w sposób sprawny i bezpieczny przyjmować grupy uchodźców. To był czas, w którym działaliśmy intuicyjnie, ponieważ pierwszy raz zetknęliśmy się z taką sytuacją.
Jak przebiegało przyjmowanie osób uciekających przed wojną?
Transporty osób najczęściej przyjeżdżały w nocy, były to matki wraz z dziećmi. Trafiały do nas po podróży, które trwały nawet 3-4 doby, często z jedną torbą mieszczącą dokumenty i kilka najpotrzebniejszych rzeczy. W ciągu pierwszego tygodnia przyjęliśmy 70 osób. Wiedzieliśmy, że to dopiero początek.
W mediach społecznościowy powstała grupa "Brzeg Dolny solidarny z Ukrainą", na której informowaliśmy codziennie o potrzebach uchodźców.
To był trudny czas, trwała pandemia koronawirusa. Wszystkie osoby zostały zbadane pod kątem COVID-19. Pierwsze dni dla uchodźców były trudne, ponieważ przebywali w nowym miejscu, w innym kraju. Były to osoby, które nie znały języka, które straciły swoich najbliższych, domy, firmy.
Widziałem, że potrzebny będzie nam zespół, dlatego od pierwszych dni działali ze mną Jakub Trzusło, Ewa Nowak, Ewa Wojtasiewicz, Magdalena Grzelińska, Magdalena Skorupka, Karolina Czeryba oraz Małgorzata Bołdyn. Później dołączyli do nas Anna Judzińska, Kinga Jagielska, Wiktor Tchaczuk, Natalia Gurak, Swietlana Prytula. Można powiedzieć, że przez pierwszy miesiąc razem z Jakubem Trzusło, Ewą Nowak i Ewą Wojtasiewicz zamieszkaliśmy w MOSiR-ze.
Jakie były dalsze działania?
Przede wszystkim musieliśmy zaopiekować się tymi osobami i poznać ich potrzeby, dowiedzieć się wszystkiego, co pozwoliło nam na sprawne działanie. W szczytowym momencie zajmowaliśmy się ponad 150 osobami. Nasz punkt pomagał każdej osobie, która tego potrzebowała.
Bardzo ważna była pomoc mieszkańców, którzy nam zaufali i pomagali, jak tylko mogli. Każdego dnia czuliśmy wsparcie, widząc dary, które mieszkańcy przynosili do punktu.
Ossolińczyk przygotował sale zabaw dla dzieci, skauci z Anglii przywieźli dary, w pomoc włączyły się nasze miasta partnerskie, pomagały też firmy i instytucje. Nie jestem w stanie wymienić wszystkich, ale bardzo im za tę pomoc dziękuję.
Ważna była jak najszybsza aktywizacja wszystkich uchodźców. Zależało nam na tym, by każdy nauczył się języka polskiego, dzieci zapoznały się z systemem edukacji. To w dużym stopniu ułatwiało komunikację oraz pomagało w znalezieniu pracy dorosłym. Wielu mieszkańców zdecydowało na przyjęcie uchodźców pod swój dach. W naszej społeczności doskonale funkcjonują osoby, które rok temu przyjechały do Polski jako uchodźcy z nadzieją na życie w pokoju i spokojne wychowanie swoich dzieci. Dziś pracują, a ich dzieci chodzą do dolnobrzeskich szkół i to jest nasze wspólne zwycięstwo.
Punkt, który znajdował się w MOSiR-ze zakończył swoją działalność?
Tak, jednak jego zamknięcie nie spowodowało, że przestaliśmy pomagać Ukrainie.
W jaki sposób pomagacie teraz?
Ta pomoc trawa cały czas. Od pierwszych dni wojny razem z Jurim Strchen oraz jego żoną Tatianą wysyłamy transporty do Kowla. Nieprzerwanie od pierwszych dni wojny współpracujemy i nasze działania przynoszą efekty.
Razem z Jurim, który jest nauczycielem w liceum w Kowlu, jeździliśmy również do Lipska, tam kupowaliśmy panele fotowoltaiczne na potrzeby osób, które walczą na froncie.
Fundacja Rozwoju Gminy Brzeg Dolny bardzo mocno wspiera nasze działania. Od zeszłego roku wysłaliśmy do Ukrainy 17 transportów składających się najpotrzebniejszych rzeczy – żywności oraz medykamentów. Paczki składają się też z rzeczy potrzebnym ukraińskim żołnierzom. Nadal potrzebujemy Państwa pomocy, by następne transporty mogły trafić do naszych przyjaciół w Kowlu.

