„Między stronami”
4 grudnia w bibliotece „TAMA” odbył się spektakl teatralny „Między Breslau a Lwowem, między słowami, między stronami” wystawiony przez grupę Po/między. Spektakl odbył się dzięki inicjatywie Stowarzyszenia Pierwszych Osadników Ziemi Dolnobrzeskiej. Został zrealizowany ze środków MKiDN w ramach projektu „Ocalone dziedzictwa. Regionalne Izby Pamięci Ziem Zachodnich i Północnych”.
Zapraszamy do przeczytania rozmowy z Magdaleną Swobodą, reżyserką spektaklu i jedną z aktorek w nim występujących.
Jak doszło do tego, że związała się Pani z teatrem?
Gdzieś w środku siebie czułam naglącą myśl, by zająć się tematem teatru. Na tyle mnie ta myśl męczyła, że wrzuciłam w wyszukiwarkę „warsztaty teatralne Wrocław” i wyskoczyło mi kilka propozycji. Miałam pójść na jeden cykl, a jestem w teatrze już 4 lata. Najpierw było studio Appendix, Teatr w Centrum, później zdecydowałam się na Akademię Sztuk Scenicznych PAPA w Poznaniu – miejsce, które otuli wsparciem, ale i połamie nasze wyobrażenia o pracy aktora, by znaleźć siebie i na nowo zbudować.
Cenne doświadczenie przyniosła mi praca z reżyserami, do tego spektakle grane w każdym miejscu, a grałam zarówno na deskach wrocławskiej AST, jak i w miejscach nieoczywistych, takich jak wystawa muzealna – spektakl pokazywał, jak pojemny jest teatr i jak bardzo można wyjść z nim na spotkanie z widzem.
Czy może Pani powiedzieć coś więcej o grupie teatralnej Po/między?
Grupa teatralna Po/między to aktorzy amatorzy, którzy czas mniej lub bardziej wolny zdecydowali się spędzić na deskach teatralnych. Działamy we Wrocławiu, ale mamy też aktorów z Poznania. Można powiedzieć, że to amatorzy z warsztatem i scenicznym doświadczeniem. Niektórzy z nas statystują w filmach, serialach, jeżdżą po Polsce z teatrami objazdowymi, dubbingują, są członkami innych grup teatralnych, próbują swoich sił na Festiwalach OFF-owych. Są to ludzie w różnym wieku, uczęszczający do szkoły i tacy, którzy pozostawili ją już jakiś czas temu. Są również ci, którzy marzą o studiach na AST. Łączy nas kreatywność, zaangażowanie i czasem niełatwa miłość do teatru okupiona wyrzeczeniami. Bardzo cieszy nas wyróżnienie zdobyte na Festiwalu Kurtyna 2022 w Gdyni za emocjonalne kreacje aktorskie i poruszające przedstawienie rzeczy trudnych. Grupa teatralna po zmianach działa od listopada 2021 roku.
Jest Pani aktorką, ale też reżyserką spektaklu „Między stronami”. Jak wygląda praca nad takim spektaklem? Skąd pochodzą kostiumy i rekwizyty?
Jeden z reżyserów, w którego warsztatach miałam przyjemność uczestniczyć, powiedział, że reżyser w teatrze OFF-owym (amatorskim) jest odpowiedzialny za wszystko. I trudno mi się z nim nie zgodzić... Rekrutacja aktorów, praca nad warsztatem, wyznaczanie miejsca i terminu prób (przypominam: każdy ma swoje życie zawodowe i prywatne), zdobywanie funduszy, w ostatniej chwili gaszenie pożarów, takich jak nieobecność aktora czy pani od świateł, a nawet samych świateł... Rozmowy z gospodarzami miejsca, którzy chcą nas gościć, bardzo za to dziękujemy Pani Dyrektor biblioteki „TAMA” w Brzegu Dolnym, Ocalonym Dziedzictwom, a także Regionalnej Izbie Pamięci w Kątach Wrocławskich i Centrum Historii Zajezdnia we Wrocławiu.
Z perspektywy aktora praca nad rolą, budowanie postaci, dyspozycyjność na próby. Odpowiadając na pytanie, aktorzy są odpowiedzialni za kostiumy, które czasem odnajdywane są online, czasem w sklepach z odzieżą używaną, czasem pożyczane – jak szelki od mojego brata czy jednego ze znajomych aktorów z Poznania. Niełatwo było zdobyć opaskę ze swastyką, bo to symbol, rzecz jasna, zakazany. Mundur żołnierza sowieckiego wypożyczamy od znajomego z grup rekonstrukcyjnych, za stylizację dbają niesamowite makijażystki, które jeżdżą z nami po Polsce.
Rekwizyty są osobnym tematem. Zegar, a raczej zegary, bo mamy dwa, wypożyczyliśmy od nieocenionego zegarmistrza z Wrocławia, który pozwolił naszemu aktorowi usiąść w warsztacie, podpatrując jego pracę. Drugi zegar jest własnością pani, która przed wojną urodziła się na Śląsku i jej pierwszym językiem długo był niemiecki. Zegarek Chaji, który próbuję w sztuce wymienić za życie, jest własnością babci jednej z naszych aktorek. Pani była członkiem AK, radio wypożyczyliśmy z Regionalnej Izby Pamięci z Kątów Wrocławskich, zapalniczkę pożyczył nam mój uczeń, który z miłością podchodzi do antyków. Wiele rekwizytów powstało w warsztacie stolarskim mojej mamy, za co również jej bardzo dziękujemy.
To, co publiczność widzi na scenie, jest ogromem pracy wielu ludzi. Spektakl powstał dzięki wsparciu bliskich mi osób: Sylwii, która wysłuchuje i wierzy, Mariuszowi, który powiedział: „zrób to” i mojej siostry, która wiernie przychodzi na spektakle, pokonując kilometry.
Kiedy miała miejsce premiera spektaklu?
Premiera spektaklu odbyła się na deskach Akademii Sztuk Scenicznych PAPA w Poznaniu 22 stycznia 2022 roku.
Co zainspirowało Panią do realizacji spektaklu „Między stronami”?
Bardzo dziękuję za to pytanie. „Między stronami” to historia dwóch miast: przedwojennego Breslau i Lwowa. I odpowiedź na to pytanie ma dwie strony. Jedną jest miasto, w którym się urodziłam: Wrocław. Jestem pokoleniem, które w wolności może poznawać historię, nawet tę trudną, zatartą przez czas i ludzi, którzy chcieli odmalować ją na nowo. Czułam, że we Wrocławiu jest coś w powietrzu, co potrzebuje zostać wypowiedziane. Historia wysiedlonych mieszkańców, którzy miasto swoją codziennością budowali. Codziennością, w której ludzie zarówno pozdrawiali Adolfa Hitlera w 1938 roku, jak i nie rozumieli, dlaczego mieliby traktować za gorszego swojego żydowskiego przyjaciela ze szkoły. Poznałam historię jednego Niemca, świadka historii, który do lat dwutysięcznych szukał zaginionego podczas wojny żydowskiego przyjaciela. W końcu odnalazł go po latach, a że posunęli się w czasie, nie byli pewni, czy to na pewno oni, z tego, co pamiętam, zagrali kiedyś razem w sztuce i to wspomnienie ich na nowo połączyło.
Druga strona to Lwów, miasto mojej babci. Do tej pory trzymam na biurku tableau ze zdjęciami jej nauczycieli i koleżanek z klasy. Z tyłu wypisane imiona i nazwiska, znów zatarte przez czas. Jedna z nich: Papillon, roześmiana dziewczynka ze zdjęcia została zesłana, jak w naszej sztuce, do łagrów. Odnalazłam szkołę babci na przedwojennej ulicy Ochronek, chodziłam jej korytarzami. Dalej jest tam szkoła, o którą Ukraińcy dbają i edukują kolejne pokolenia. Podczas studiów nauczyłam się języka ukraińskiego, co pozwoliło mi poznać Lwów, Ukrainę, ukochany Kijów czy Odessę oczami ich mieszkańców. Znam historie kresowe, wyrosłam na nich, napisałam nawet książkę „Dziennik lwowski”, bazując na wspomnieniach mieszkańców Lwowa, na podstawie książki powstał scenariusz części lwowskiej. Myślę, że mam jednak inne spojrzenie na przeszłość, bo zwyczajnie nikt mnie z miasta, w którym się urodziłam, nie wysiedlał, a mówiąc wprost – nie wypędzał.
Spektakl pokazuje, że w każdym miejscu w codzienności mogą rodzić się przyjaźnie i miłości, organicznie, w kulturze przekazywanych wartości, w języku, wychowaniu, tradycjach. Praca na lata, którą wojna może zniszczyć nocnym bombardowaniem. W warstwie osobistej jest dla mnie zaproszeniem do poznania historii dwóch miast, które są dla mnie w jakimś sensie rodzinne, ale z racji przemilczanych historii mieszkańców trudno było mi się czuć w nich jak w domu. Ciekawe, że najwięcej spokoju chyba czuję w Krakowie, mieście moich studiów, może dlatego, że w małych sklepikach mówi się typowym dla regionu językiem, na stancji mieszkałam u pani, której dom wyglądał jak historia pokoleń, a później, wynajmując z przyjaciółmi mieszkanie, trafiłam do przedwojennej kamienicy, z której niedawno wyprowadził się znany w całej Polsce aktor, który zagrał w filmie „Va Banque”.
Co dalej?
Można powiedzieć, że tego nikt nie wie, ale planuję pracę nad kolejnym scenariuszem, myśli biegną ku tematyce Solidarności, życiu ludzi w czasach, które wydają się nam obecne, patrząc na to, co dzieje się na świecie.

