Badajmy się dziewczyny!
15 października to Europejski Dzień Walki z Rakiem Piersi i właśnie w tym miesiącu sporo mówi się o tej chorobie. Rak piersi to nowotwór, który może szybko się rozwijać i dawać przerzuty, ale nie zawsze musi tak być. Dlatego działania należy podjąć możliwie jak najszybciej. Niewątpliwie jest to choroba, w której czas ma bardzo duże znaczenie.
Jeśli ten temat choćby w jakimś stopniu nigdy cię nie dotknął, nigdy nie dotyczył twoich bliskich czy też rodziny, to prawdopodobnie nawet nie wiesz, jakie masz szczęście. Według szacunków Światowej Organizacji Zdrowia, co roku raka piersi rozpoznaje się u 12% kobiet na całym świecie. Natomiast w Polsce co roku o chorobie dowiaduje się ok. 20 tys. kobiet, co oznacza, że każdego dnia blisko 55 Polek otrzymuje diagnozę, której nigdy nie chciałyby usłyszeć.
Porównując raka piersi do innych nowotworów, odsetek wyleczeń pacjentek z rakiem piersi jest stosunkowo wysoki. Istnieje możliwość całkowitego wyleczenia raka piersi, jednak jest to zależne m.in. od podtypu nowotworu, którego określenie jest kluczowe dla całego przebiegu leczenia. Rak piersi jest bardzo zróżnicowaną chorobą pod względem ilości i rodzajów, a samo określenie „rak piersi” może zawierać w sobie schorzenia o różnym przebiegu, rokowaniu i sposobie leczenia.
Obecnie w Polsce z rakiem piersi żyje ok. 140 tys. kobiet.
Z roku na rok w naszym kraju poprawia się dostęp do nowoczesnych i skutecznych terapii, dzięki czemu pacjentki mogą być lepiej leczone. Mimo to polskich lekarzy niepokoi fakt, że w kraju stale rośnie liczba zgonów na raka piersi, a przecież jest to choroba, którą można leczyć, a w niektórych przypadkach wyleczyć. Niestety nadal do lekarza trafiamy za późno… A przecież nie od dziś wiadomo, że im niższe stadium nowotworu, tym większa szansa na wyleczenie.
Niewątpliwie nie pomaga też przeświadczenie, że nowotwory to domena starszych osób. Nic bardziej mylnego. Gdyby tak było, dziecięce szpitale i oddziały onkologiczne byłyby puste.
Mając równo 20 lat jak wiele młodych kobiet myślałam, że mnie to nie dotyczy. Jakie było moje zdziwienie, gdy znalazłam guza. Paniczny śmiech i niedowierzanie, myśli, że „może to jakoś minie”. Po chwili przyszedł czas racjonalnego myślenia i czas na rozmowę z pierwszą i najważniejszą kobietą z otoczenia – mamą, której też nie było lekko po usłyszeniu nowiny. W tej chwili strach miał wielkie oczy. Ja sama bałam się nawet badań, jednak jestem pewna, że moi bliscy woleli nawet wielokrotnie być przy mnie i mnie wspierać podczas wszystkich badań, niż raz usłyszeć, że jest za późno. Po szybkiej wizycie u lekarza, po pierwszym badaniu potwierdziło się, że faktycznie guz jest, ale jaki – tego nie było wiadomo. Były jedynie przypuszczenia, że raczej nie jest groźny, ale to trzeba było jeszcze sprawdzić. Pierwsze USG – guz 1,5 cm, drugie USG – jednak 2,7 cm i decyzja usunięcia drania.
9 września 2009 r. – ta data zostanie ze mną już chyba na zawsze. Oddział onkologiczny, widok pacjentów w różnym wieku, tych starszych – i co gorsza – tych zupełnie małych, kompletnie mnie rozbił. A co, jeśli będę następna? W tym dniu pozbyłam się go. Guz był duży, miał 3,6 cm, był większy od piłeczki ping-pongowej i co najważniejsze – nie był złośliwy.
To doświadczenie nauczyło mnie, że nie można uciekać od problemu, bo jedyne, co może nas spotkać, to jego nawarstwienie. I dobrze, jeśli nie staje się nie ono nieodwracalne. Zrozumiałam, że temat profilaktyki trzeba nagłaśniać. Nie wiem, ile kobiet z mojego otoczenia dzięki mojemu przypadkowi i mówieniu o nim głośno zaczęło się badać. Ale wiem, że przynajmniej kilka z nich zrobiło kompleksowe badania przynajmniej raz i raz na jakiś czas wykonują samobadanie. A to już dużo.
Jestem świadoma, że miałam dużo szczęścia… Szczęścia, które nie było dane kilku znanym mi kobietom, wspaniałym matkom i żonom, nadludzko silnym i odważnym w swoich walkach właśnie z rakiem piersi.
Mimo powszechnego dostępu do internetu i szeroko pojętej wiedzy nadal w naszym kraju kuleje profilaktyka raka piersi. A tak naprawdę niewiele trzeba. Dzięki regularnym badaniom można dostrzec niepokojące zmiany na wczesnym etapie. Wystarczy raz w miesiącu sprawdzać stan piersi samodzielnie. Instrukcji, jak robić to poprawnie, jest w internecie mnóstwo, na pewno takich informacji udzieli także lekarz, gdy go o to poprosimy. Niewątpliwym plusem przy samokontroli jest też regularnie monitorowanie swojego stanu zdrowia, wykonując choćby USG piersi czy mammografię. Musimy o siebie zadbać, bo jeśli nie zrobimy tego same, to nikt nas w tym nie wyręczy. Badajmy się dziewczyny.
Katarzyna Mrozek

