Atikor – dolnobrzeska Piwnica Świdnicka
Działalność klubu Atikor przypadającą na czasy PRL-u można dziś określić jako legendarną. Odbywały się w nim przeróżne wydarzenia kulturalne, skierowane głównie do młodzieży, oraz imprezy klubowe. Organizowano spotkania ze znanymi ludźmi kultury i sportu. Aktywności i dobór gości pozwalają przyznać klubowi miano dolnobrzeskiej „Piwnicy Świdnickiej”.
Goście Atikoru
Bogata lista gości jest dość dobrze znana, ponieważ po każdym występie wpisywano się w księdze pamiątkowej klubu (uzupełnianej później zdjęciami). Autorem pokaźnej liczby zdjęć jest Jerzy Turowski, który wywoływał je w zorganizowanej w klubie ciemni fotograficznej. Duże fotografie były eksponowane na ścianach klubu.
W okresie drugiej połowy lat 70. w klubie gościła cała plejada aktorów, m.in. Stanisław Brejdygant, Bronisław Cieślak (polski Bond), Mieczysław Czechowicz, Bożena Dykiel, Edmund Andrzej Fetting, Leszek Herdegen, Kalina Jędrusik-Dygat, Maja Komorowska, Andrzej Kopiczyński (Czterdziestolatek), August Marian Kowalczyk, Ewa Krasnodębska, Katarzyna Łaniewska (Kogel Mogel I-IV), Olgierd Łukaszewicz, Stanisław Mikulski (kapitan Klos), Jan Młodawski, Daniel Olbrychski (Kmicic), Bruno O’Ya, Bronisław Pawlik, Marek Perepeczko (Janosik), Beata Tyszkiewicz, Marek Walczewski, Lidia Wysocka, Jerzy Zelnik (Faraon), małżeństwo Haliny i Wojciecha Dzieduszyckich, pisarka Barbara Wachowicz, pięściarze Wiesław Niemkiewicz i Kazimierz Paździor. Wystąpili Tadeusz Drozda, Andrzej Waligórski i kabaret Elita, który w klubie odkrył (nie bez powodu), że ich nazwa czytana wspak to „Atile”. Lista znakomitości nie jest kompletna, ale i tak imponująca.
Każdy gość to ciekawa historia – wszystkich nie sposób opisać. Wyjątek robimy dla Marka Perepeczko, a to ze względu na ciekawe zdjęcie. Aktor zadebiutował w 1965 roku na scenie teatralnej oraz w filmie w głośnych „Popiołach” Andrzeja Wajdy. Cztery lata później wystąpił jako Adam Nowowiejski w „Panu Wołodyjowskim” Jerzego Hoffmana. Jednak chyba najbardziej kojarzony jest z tytułową rolą w serialu telewizyjnym „Janosik” z 1973 roku.
Na zdjęciu z 5 maja 1978 roku Marek Perepeczko przed występem w klubie Atikor. W tle część skrzydła hotelu Piast z restauracją Chemik. U góry baner ze spadającą bombą i napisem „NIGDY” a obok baner z biało czerwoną flagą przygotowaną na majowe święto. Fotograf uwiecznił nową ŁADĘ oraz Marka Perepeczko. Pianista Cezary Owerkowicz dzierży torbę i skoroszyt z nutami, obok stoi młodzian zatrudniony jako kierowca.
Można przypomnieć Olgierda Łukaszewicza, uzdolnionego aktora teatralnego i filmowego z duszą romantyka, aby zrekompensować osobiste straty materialne. Podczas zaduszek poetyckich pamięci Stanisława Grochowiaka w klubie zapalono świece, aby podkreślić nastrój. Pech chciał, że artysta podczas występu stanął pod klinkietem, z którego przez dłuższy czas na marynarkę spływał roztopiony wosk.
W klubie występowali także bohaterowie skandali obyczajowych na skalę ówczesnych czasów. Mieczysław Czechowicz, związany ze środowiskiem Misia Uszatka, podobnież na zakończenie programu telewizyjnego (myśląc, że nie jest już na wizji) miał powiedzieć: „A teraz, drogie dzieci, pocałujcie Misia w dupę, idę na wódkę”.
Powszechniejsze jest jednak przekonanie (potwierdzane przez tych, co słyszeli lub słyszeli od znajomych), że są to słowa innego gościa Atikoru – Bronisława Pawlika na zakończenie programu dla dzieci „Miś z okienka”.
„To wszystko robota Wicherka” – zapewniał z kolei Stanisław Wyszyński (zmiennik Pawlika – będący również w kręgu podejrzanych zwłaszcza przez skłonność do alkoholu na wizji). Według niego słynny wówczas prezenter pogody zwany Wicherkiem wymyślił tę anegdotę dla potrzeb licznych w tym czasie spotkań z widzami, na które jeździł po całym kraju.
Kultową dobranockę „Miś z okienka” emitowano na antenie od 1957 do 1973 roku. Ostatnie spotkania były już „w kolorze” możliwe do oglądnięcia w Atikorze na telewizorze Rubin, który (jak pamiętamy) był hojnym darem Zakładów. W tamtych czasach programy nadawano najczęściej na żywo bez rejestracji w telerecordingu. Dlatego nie można obecnie udowodnić, czy jest to prawda, czy zdarzenie z kategorii „urban legend”, ale może to i lepiej.
Klub organizował imprezy przy pomocy działu socjalnego NZPO Rokita. Za „ściągnięcie” ówczesnych celebrytów płaciły Zakłady Chemiczne Rokita, które na co dzień pokrywały również wszystkie koszty z tytułu prowadzenia działalności. Artystów sprowadzało kierownictwo klubu Atikor we współpracy z Cezarym Owerkowiczem – niegdyś cudownym dzieckiem polskiej pianistyki, uczestnikiem VII Konkursu Chopinowskiego. Owerkowicz prowadził agencję artystyczną, w której również występował i akompaniował. Dzięki jego staraniom i znajomościom w dużej mierze programy artystyczne i recitale były możliwe. Organizował artystom tournée, którego jednym z przystanków był Brzeg Dolny. Wykorzystywał również pobyt artystów we Wrocławiu, namawiając ich na fuchę w pobliskim miasteczku.
Spotkania stanowiły niezwykłą gratkę dla uczniów „Zetki”, w której działało Towarzystwo Przyjaciół Teatru im. Artura Młodnickiego. Opiekun i polonista dr Adam Sznajderski dostawał informację (tzw. cynk) z klubu i wtedy w spotkaniach uczestniczyła młodzież z Technikum Chemicznego. Liczba miejsc była niestety ograniczona – zwykle do 100 siedzących, a na tego typu imprezach jeszcze dodatkowo 50 stojących przy dużym zainteresowaniu.
W klubie działali
Sukces i popularność klub zawdzięcza w dużej mierze sponsorowi, czyli Rokicie, ale przede wszystkim ludziom, którzy w nim działali. Podziwu godna jest ich młodzieńcza kreatywność w działaniu i organizacji imprez klubowych oraz poczucie humoru.
Taka historia z początku lat 70., kiedy zalało Atikor – do akcji ratowania klubu przystąpiła młodzież z wiaderkami, nie czekając na przyjazd straży pożarnej, która miała wypompować wodę. Po całej akcji pozostała wściekłość, która z czasem przerodziła się w wisielczy humor. Witold „Ośka” Pokuciński dzwonił z biura kierowniczki klubu (Emilia „Mika” Żak), aby strażacy nie przyjeżdżali do usuwania wody, a do wpompowania nowej, ponieważ młodym ludziom taka akcja się spodobała.
Sytuacja powtórzyła się 10 lat później, wiosną 1980 roku. Wtedy młodzież własnoręcznie wyremontowała klub, nie czekając na interwencję rokickich służb budowlano-remontowych. Wszystko wykonano w tzw. „czynie społecznym”, narzekając głównie na trudności z dostępem do materiałów potrzebnych do nowego wystroju klubu. Młodzież pracowała chętnie i z zapałem, wykonując prace, które powinny należeć do fachowców. Ponieważ (jak już wiemy) od lat Atikorowi groził potop, należało temu zapobiec przed jesiennymi deszczami. Członkowie klubu postarali się o piasek, cement i sami zamurowali i załatali, jak potrafili, dziury, otwory, nieszczelności.
Klubem kierowali Antoni Remiszewski, Halina Siembiga, Emilia „Mika” Żak, Janina Biel, Ryszard Markowiak (6 miesięcy) a od 1982 roku Grażyna Gwizdek (Bogusz).
W klubie działała Społeczna Rada Klubu, przez którą przewinęło się ponad 100 osób. Pierwszym przewodniczącym rady był Marek Wiśniewski, a najdłużej Ryszard Markowiak (12 lat). Pisząc o początkach, uzupełnijmy grono, dzięki któremu klub powstał, o Zdzisława Pietrzaka, Marka Tyszkowskiego, Zbigniewa Wrzesińskiego i Mariana Zdybka. Spośród osób związanych z klubem wymieńmy jeszcze piękną barmankę Alinę Albekier – jedną ze współzałożycielek, dla niektórych najważniejszą osobę w klubie oraz Jerzego Turowskiego (DJ Jurecki) najbardziej aktywnego podczas imprez klubowych oraz dyskotek za hotelem Piast.
Na koniec próba odpowiedzi na dwa fundamentalne pytania. Do klubu przychodziła młodzież, czyli kto? Tu sięgnijmy do statutu organizacji młodzieżowej ZSMP (wcześniej ZMS), która działa aktywnie w zakładach i w klubie. Zgodnie z zapisami członkiem organizacji mógł być każdy w wieku od 15 do 35 lat. Oprotestować to mogą starsi, ale młodzi duchem – jednak z braku lepszej pozostańmy przy tej definicji. Na pytanie: kto był najważniejszy w klubie? Odpowiedź jest prosta – wszyscy, bo każdy miał swój wkład w tworzenie niesamowitej atmosfery klubowej.
Klub Atikor przestał istnieć po transformacji ustrojowej. W jego miejscu w sezonie 1990/91 wystartowała ToYa, później Tahiti. Królowały dyskoteki przeważnie z muzyką zagraniczną, a disco-polo popularnego w latach 90. nie było dużo.
Koncerty były rzadko. Tym bardziej należy odnotować występy zespołów. „HGW” (nie rozwijamy skrótu) w składzie Adam „Semi” Semczuk, Jarosław „Indyk” Jędryczko, Konrad „Sutek” Sułek, Marcin „Chyra” Jachyra i Marek „Mucha” Muszyński. „Semastive” (Semi Matys Stivi) grał w składzie: Wojciech Matuszak, Adam Stachowiak, Adam Semczuk i Jarosław Jędryczko z gościnnymi występami Grzegorza Czachora i Łukasza „Serka” Serafina z „córką rybaka”. Niezaprzeczalnie był tam świetny klimat, ale już nie ten co wcześniej.
Marek Wielowski

